Bomba w górę
Coraz częściej internauci z całego świata, w tym także z Polski, korzystają z tzw. Google Bomb. Dzięki tej technice po wpisaniu określonych słów kluczowych w wyszukiwarce, na najwyższych pozycjach pojawiają się adresy, które nie są z nimi w żaden sposób związane.
Ofiarą ataków padają najczęściej wielkie instytucje i politycy. Całkiem niedawno po wpisaniu wulgarnej frazy witryna jednego z najważniejszych polityków w państwie gościła na samym szczycie wyników wyszukiwania. Wyobraźmy sobie, iż po wklepaniu frazy „kurs tańca” lub „naprawa i serwis aut 4x4” naszym oczom ukazują się linki do firm „catering dietetyczny Warszawa”, „fryzjer Kraków” czy „domy Tychy”. Natomiast po wpisaniu ciągu znaków, wydawałoby się, odpowiednich dla poszukiwanych danych, otrzymalibyśmy zgoła inne adresy. Szeroko pojęty marketing internetowy XXI wieku jest więc niezwykle silnie rażącą bronią, nierzadko... obusieczną.
03.09.2010. 03:12